Czy zdarzyło Ci się (może nawet nie raz), że na szkoleniu zrealizowałeś tylko 80%, 65% a może nawet połowę tego, co zaplanowałeś? Na pewno. Na swoich pierwszych szkoleniach niemal każdy trener rozmija się z realizacją projektu szkolenia w stosunku do jego założeń nawet dwukrotnie. I zawsze na niekorzyść realizacji. Część pozostaje niezrobiona i nawet, jeżeli nie wpłynęło to na całość szkolenia i satysfakcję uczestników, to zadawaliśmy sobie pytanie: „jak to się stało, przecież miałem wyliczone?”. A już najbardziej poraża nas rozmiar różnicy, kiedy z zaplanowanych 8 godzin w danym dniu zrealizowaliśmy 4.

To normalne zjawisko na początku kariery trenerskiej. Nie masz jeszcze wyczucia, co ile potrwa, a zazwyczaj trwa więcej niż myślisz. Nie zakładasz bowiem, że każda czynność i zdarzenie zabiera czas. Rozdanie materiałów, czas na przeczytanie ich (wliczyłeś to?), nagłe pytanie i krótka niespodziewana dyskusja (niby chwilowa, ale a 15 minut już „odjechało”). Do tego początkującemu trenerowi towarzyszy obawa, co będzie, jak zrobię wszystko i zostanie mi czas. Więc na wszelki wypadek dodaje do planu jeszcze jakiś moduł czy zagadnienie i potem sumarycznie może „rozjechać się” nawet o kilka godzin na jednym dniu!

  Po pierwsze nabierzesz wyczucia z praktyką, ale też warto zastosować prostą metodę: rozbijaj wszystko na czynniki pierwsze (przynajmniej na początku twojej pracy szkoleniowca). Nie zakładaj ot tak, że praca np. z danym case study potrwa 30 minut, tylko zmierz. A zatem konkretnie: podzielenie uczestników na grupy, rozdanie case`a i czas na przeczytanie tych dwóch stron – 10 min., praca grup (dyskusja i przygotowanie flipa do prezentacji) – 15 min., prezentacje grup – 45 min. (trzy grupy po 15 min., bo przecież flip jeden, ale trzeba skomentować, może pojawić się polemika, ktoś doda jakiś przykład itp.), podsumowanie pracy z metodą -10 min. I ile wyszło? 1 godzina i 20 minut. I zwykle tyle trwa praca z casem. Jeśli założysz 30 minut, bo tak ci się wydawało (pytanie też: skąd takie przekonanie?), to po półtorej godziny masz już godzinę „w plecy”!